środa, 30 maja 2012

Drugi.

*Oczami Louisa

- I co my teraz tato zrobimy? - zapytałem ojca.
- Nie wiem Lou. Robimy z mamą wszystko co w naszej mocy by znaleźć jakąś pracę.
- Wiem, ale moglibyście dołożyć starań. Robicie to już od pół roku i nic.
- Jakoś damy radę, musimy.
- A co jeśli ona umrze? - popatrzyłem smutno przez dużą szybę na moją dziesięcioletnią siostrzyczkę Felicity, leżącą w szpitalnym łóżku.
- Musimy mieć nadzieję. - po jego słowach z sali wyszła moja matka. Odkąd dowiedziała się o chorobie siostry cały czas płacze. Jest załamana. Najpierw stracili rodzinną firmę, jedyne źródło naszego utrzymania, a teraz dowiedzieli się, że jedno z ich dzieci cierpi na białaczkę i niezwłocznie potrzebuje przeszczepu. Leki, które trzymają ją przy życiu są bardzo drogie. Nie stać nas na to.
- Jedźmy do domu. - zarządził ojciec. Mama tylko kiwnęła głową.
- Jedźcie sami. Ja wrócę pieszo.
- Jak chcesz. - odprowadziłem ich wzrokiem aż do windy. Kiedy do niej wsiedli, wziąłem głęboki oddech i skierowałem się do pokoju numer 123.
- Lou! - przywitała mnie entuzjastycznie.
- Cześć młoda. Jak się masz? - usiadłem przy niej.
- Całkiem dobrze. Kiedy weźmiecie mnie z powrotem do domku? zapytała z nadzieją.
- Już niedługo. - musiałem ją skłamać. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
- Coś nie tak? - pomimo tego, że ją szybko starłem musiała to zauważyć.
- Nie, wszystko gra. Coś wpadło mi do oka.
- Aha. Opowiesz mi jakieś kawały? Proszę, proszę, proszę.
- Jasne. - odpowiedziałem bez entuzjastycznie. Fakt o chorobie siostry i możliwości, że w każdej chwili mogę ją stracić doprawiał mnie o dreszcze. Była taka młoda, ładna, miała całe życie przed sobą. Ponad godzinę opowiadałem jej wszystkie żarty jakie tylko znałem, aż w końcu usnęła. Przykryłem ją kołderką, pogłaskałem po główce i wyszedłem z pomieszczenia.
- Proszę, dbajcie o nią. - poprosiłem dyżurującą pielęgniarkę.
- Oczywiście, nie musi pan nawet oto prosić. - uśmiechnęła się do mnie.
- Dobranoc. - rzuciłem i skierowałem się do wyjścia. Niebawem byłem pod szpitalem. Na polu było strasznie ciemno. Szedłem w kierunku mojego domu. Jakieś półgodziny później byłem na miejscu. Już miałem wchodzić, kiedy zauważyłem mojego ojca w ogrodzie. Zmierzał w moim kierunku.
- Już jesteś. - powiedział spokojnie.
- Jak widać. - uśmiechnąłem się. - Cały czas byłem u Felicity.
- Jesteś już pełnoletni Lou, nie musisz się tłumaczyć. Możemy się przejść? - spytał mnie po chwili.
- Jasne. - skierowaliśmy się powoli w stronę ogrodu.
- Mój drogi chłopcze. - zaczął. - Jak już wiesz pół roku temu przepadła nasza rodzinna firma budowlana. Na całe szczęście kiedy jeszcze prosperowała udało mi się zaoszczędzić troszkę pieniędzy, za które żyliśmy przez ostatnie sześć miesięcy.
- Skończyły się? - spytałem.
- Tak, musiał nadejść ten moment. Nie powiem ci  nic nowego, tylko to o czym rozmawialiśmy dzisiaj w szpitalu.
- Czyli chodzi ci o pracę?
- Tak. Muszę jej poszukać. Nie sądzę by matka była zdolna do jej wykonywania, przynajmniej teraz. Sam wiesz w jakim jest stanie.
- Wiem. - zamilkliśmy na chwilę. - Tato, dlaczego musiałeś zamknąć firmę? - spytałem. To było to co mnie strasznie interesowało. Tylko nie wciskaj mi kitów typu źle prosperowała, bo obaj dobrze wiemy, że tak nie było.
- Świat biznesu jest okrutny. Tu nie ma prawdziwych przyjaciół. Nigdy nie wiesz komu zaufać, jakie intencje ma do ciebie druga osoba. To jest związane z ostrą konkurencją. Tak samo było w naszym przypadku. Pewna szanowana się na skalę krajową a nawet światową firma budowlana, Johannson corporation, obawiała się swoją pozycję w tej branży. Tak jakoś wyszło, że wyczuwała ją w naszej małej firmie. Pan Oliver Johannson ma znajomości, wpływy. No i sam już wiesz jak to się skończyło. - posmutanił. Żal mi go było. Tak bardzo cieszył się z wykonywanej pracy, którą powierzył mu jego ojciec.
- Oliver Johannson? To nie jest czasem ten polityk? - spytałem po chwili namysłu.
- Owszem jest. - po tym wszystkim co mi opowiedział, ogarnęła mnie chęć zemszczenia się. - Wracajmy już do domu. - kiwnąlem głową. Niebawem znaleźliśmy się w środku. Skierowałem się do swojego pokoju. Usiadłem przy bióku. Włączyłem laptopa. W wyszukiwarce wpisałem nazwisko tego polityka, zajmującego się tą firmą budowlaną, Olivera Johannsona. Poczytałem o nim kilka artykułów, aż w końcu natrafiłem na pewną propozycję, która mnie zainteresowała. Według tego co było tam napisane, ten pan szukał pracowanika, a tak dokładnie szofera. Odpisałem sobie adres jego zamieszkania i położyłem się do łóżka. Akurat świetnie się zgadzało, że miałem prawo jazdy. Nastawiłem budzik na ósmą. Chwilę potem usnąłem.

O ósmej rano obudził mnie budzik, który wczoraj w nocy nastawiłem. Wstałem z łóżka, od razu je ścieląc. Wyciągnąłem z szafy jeansy, biały t-shirt z dekoltem w serek i czarną marynarkę. Z wybranymi ubraniami skierowałem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, przemyłem twarz zimną wodą, wypucowałem zęby, uczesałem się, no i ubrałem. Zszedłem na dół.
- Lou, chodź na śniadanie. - zawołała mnie moja rodzicielka.
- Nie mam czasu mamo, śpieszę się.
- Gdzie? - zapytała.
- Mam rozmowę o pracę. - oznajmiłem im. - W końcu muszę wam jakoś pomóc.
- W cale nie musisz tego robić. - poinformował mnie ojciec.
- Ale chcę. - wyszczerzyłem się w ich stronę i wyszedłem z domu. Za jakieś czterdzieści minut byłem pod ogrodzeniem domu Olivera Johannsona. Zadzwoniłem domofonem, gdyż brama była zamknięta.
- Kto tam? - odezwał się głos.
- Dzień dobry. Ja do pana Olivera Johannsona. - oznajmiłem.
- A był pan umówiony?
- Nie, ale...
- Niestety nie mogę pana wpuścić.
- Nie da się nic zrobić? Na prawdę mi zależy.
- Zobaczę. A w jakiej pan sprawie?
- W sprawie o pracę szofera.
- Trzeba było tak od razu. - chwilę potem brama automatycznie otworzyła się. Minąłem ją. Żył w strasznym luksusie, ogromna posesja, wspaniały dom, a nawet można powiedzieć, że villa, zadbany ogród, równo przystrzyżona trawa. Przeszedłem koło fontanny, pokonałem schodki i zapukałem do drzwi. Niebawem otworzyły się, a w nich stanął kamerdyner.
- Witamy. - po głosie poznałem, że to z nim wcześniej rozmawiałem.
- Dzień dobry. - przeszedłem przez próg.
- Pan Oliver oczekuje pana w swoim gabinecie. - kiwnąłem głową. Mężczyzna w garniturze zaprowadził mnie na miejsce. - Powodzenia.
- Nie dziękuję. - wyszczerzyłem się i zapukałem do kolejnych już dzisiaj drzwi.
- Proszę! - usłyszałem głos. Wziąłem głęboki oddech i kilka sekund później znalazłem się w środku.
- Dzień dobry. - powiedziałem.
- Dzień dobry. - przywitał mnie. - Pan w sprawie pracy.
- Tak, zgadza się.
- Przejdźmy więc do rzeczy. Jak się nazywasz?
- Louis Tomlinson.
- Masz skończone 18 lat?
- Tak.
- I zapewne masz też prawo jazdy?
- Mam.
- Dobrze, nic więcej mnie nie interesuje. Możesz zacząć od zaraz. Tylko podpisz mi ten dokument. To taka umowa. - podał mi ją. - Spokojnie się z nią zapoznaj, mamy czas. - pośpiesznie przeczytałem papier. Wziąłem długopis i podpisałem się w lewym, dolnym rogu. - A więc witaj w pracy. Chodź za mną.
- posłusznie poszedłem za moim nowym pracodawcą. Stanęliśmy przy białych, marmurowych schodach prowadzących na piętro.
- No i jest. - powiedział tak nagle. Rozglądnąłem się po pomieszczeniu, gdyż za bardzo nie wiedziałem o co mu chodzi. I w tedy zobaczyłem ją. Śliczną dziewczynę, gdzieś około 170 centymetrów z brązowymi włosami i niebieskimi, dużymi oczami. - Catherine poznaj Louisa. Od dzisiaj będzie twoim osobistym szoferem. - powiedział zapewne do córki, kiedy zeszła już ze schodów.
- Dzień dobry. - odezwałem się.
- Dzień dobry. - przywitała mnie.
- Wybaczcie, ale muszę jechać na zebranie. - przeprosił nas, po czym prędko zniknął za zakrętem.
- To panienka chce gdzieś jechać? - spytałem.
- Tak. Dzisiaj akurat miałam w planach galerię handlową. - po paru minutach udaliśmy się na parking gdzie stało kilka luksusowych samochodów.
- Którym jedziemy? - spytałem nie odrywając wzroku od jednego ze stojących tam pojazdów.
- Na pewno nie tym, na którego tak się patrzysz. - powiedziała. Popatrzyłem na nią pytająco z nadzieją, że zmieni zdanie. - To samochód mojego brata. Nie lubi gdy ktoś go rusza.
- Gdybym miał taki wóz, też bym nie lubił.
- My jedziemy tym. - wskazała na czarne bmw.
- No to w drogę. - powiedziałem, po czym podszedłem do samochodu, otworzyłem jej tylnie drzwi. Kiedy weszła zatrzasnąłem je i sam udałem się na miejsce kierowcy. W czasie jazdy Catherine nic się nie odzywała. Robiła coś na swoim telefonie. Zapewne pisała smsy do swoich koleżanek. Za to ja raz patrzyłem na jezdnię, a raz na nią.

Późnym wieczorem wróciłem do mojego domu. Nie chcąc nikogo obudzić, na paluszkach udałem się do kuchni. Zastałem tam mojego ojca.
- Cześć synku. - przywitał mnie.
- Hej. Ty jeszcze nie śpisz? - spytałem, jednocześnie wyciągając sok pomarańczowy z lodówki i nalewając go do kubka.
- Czekałem na ciebie. - powiedział z uśmiechem. - Jak pierwszy dzień w pracy?
- Całkiem nieźle. - odpowiedziałem.
- Co tak dokładnie robisz? - wystraszyłem się. Nie wiedziałem jak zareaguje na wieść, że pracuję u gościa, który przyczynił się do zniszczenia jego firmy. - Żadna praca nie hańbi Lou. - dodał, patrząc na mój wyraz twarzy.
- Wiem i wcale się nie wstydzę. Pracuję jako szofer, córki Olivera Johannsona. - powiedziałem jak najszybciej umiałem.
- Co?!
- Tato, potrzebujemy pieniędzy. Zrozum to.
- Nie o to chodzi synku, nie o to chodzi.
- Więc o co?
- Niepotrzebnie ci to mówiłem.
- Ale co mówiłeś?
- Te sprawy firmy i w ogóle.
- A co to ma do tego?
- Lou. Po tym wszystkim co się dowiedziałeś, od tak po prostu znalazłeś pracę i jeszcze u tego człowieka.
- Przeszkadza ci to?
- Nie. Przeszkada mi twój zamiar.
- O czym ty w ogóle mówisz?
- Nie wciskaj mi kitów, że nie chodzi ci o zemstę.
- Co? Nie, nie.
- Widzę, że kłamiesz.
- No dobra. Jak on sobie myśli, że jeśli ma więcej pieniedzy może od tak pomiatać ludźmi to się grubo myli! - wybuchnąłem.
- Ale z takim postanowieniem daleko nie zajdziesz. Uwierz mi. Po prostu nadstaw drugi policzek.
- A co z Felicity?! Pomyślałeś choć przez chwilę o niej?!
- Cały czas myślę.
- No to zauważ, że gdyby nasza rodzinna firma prosperowała mielibyśmy te cholerne pieniądze. Moglibymy jej pomóc, a nie patrzyć jak ona cierpi! Umiera! Lekarstwa, które mają utrzymać ją przy życiu są drogie. Nawet bardzo. I tak samo nie wiadomo kiedy pojawi się dawca.
- Lou. Na miłość Boską. Wiem, że to co pokazuje nam życie jest brutalne. Musimy mieć nadzieję, że będzie dobrze. Dlatego obiecaj mi, że porzucisz plany o zemście na Johannsonie.
- Ale tato...
- Obiecaj mi. - prosił.
- Dobrze, już dobrze. Obiecuję. - usatysfakcjonowany ojciec wyszedł z kuchni i zapewne udał się do swojego pokoju. Postanowiłem, że też pójdę się położyć. W nocy kręciłem się z boku na bok. Martwił mnie fakt, że i tak dokonam planu zemsty mimo obietnicy danej tacie. Wiedziałem jedno, że najlepszym rozwiązaniem będzie uderzyć w słaby punkt Olivera, jego córeczkę, Catherine....

___________________________________________________
Cześć :* Na samym początku chciałabym Wam serdecznie podziękować za tyle miłych komentarzy pod ostatnim postem. Jeszcze nigdy tyle osób mi nie skomentowało. Na prawdę jesteście cudni :* Mam nadziję, że chociaż troszeczkę spodoba się ten drugi rozdział pisany z perspektywy Louisa.
Do następnego ;)

31 komentarzy:

  1. Jest boski 1 rozdział, także bardzo nam się podobał.
    Dziękujemy za zaproszenie ;))
    + zapraszamy do nas
    http://five-girls-one-dream.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się:)
    Ciekawe jaki ma plan zemsty;d
    Czekam na następny:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajnie napisałaś ten rozdział.Ogólnie fajnie i dobrze piszesz tego bloga.Kiedy będzie kolejny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najprawdopodobniej w sobotę lub niedzielę. Wszystko zależy od weny :)

      Usuń
  4. Genialniee . < 33
    Zapraszam na kolejne rozdziały do mnie i mam nadzieje , że już niedługo będzie trzeciii < 3.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny <33
    biedna sis Lou ...
    Czekam Nn ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny <3 Szkoda mi siostry Lou... Ciekawe,jak zamierza się zemścić ;D Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Na twoje opowiadanie trafiłam przypadkiem i muszę przyznać, że od razu pokochałam twoje opowiadanie ;) Świetnie piszesz . Wszystko strasznie przyjemnie się czyta. Ogromnie podoba mi się twój pomysł na to opowiadanie jest genialny :) Czekam na next'a i zapraszam do mnie
    we-need-love.blogspot.com/

    Ps. oczywiście dodałam się już do obserwatorów ;p

    OdpowiedzUsuń
  8. Heja :D
    Gratuluję pomysłu na rozdział, bardzo przyjemnie się czyta :p
    Nie umiem pisać komentarzy, tak więc powiem tylko, że czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne! <3 Wychodzi na to, że w Twoim opowiadaniu 1D nie istnieje..., ale i tak bardzo mi się spodobał i rozdział i cały blog ;))

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy mi nie wychodzi pisanie komentarzy, no ale co tam. XD Rozdział świetny, bardzo fajnie się czyta wszystko ma ład i skład.

    Dodaje do obserwowanych i czekam na nn :) xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo, ale to bardzo podoba mi się twoje opowiadanie. Piszesz też w świetny sposób, co od razu przypadło mi du gustu. I o ile dobrze interpretuję ten rozdział to.. nie ma One Direction jako zespołu. Prawda? :-)
    Czekam z niecirpliwością na ciąg dalszy.

    [trzynasty-dzien-milosci.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  12. przepraszam, że dopiero teraz weszłam na Twojego bloga, ale zbytnio nie miałam czasu, tylko na dodanie nowej notki, na którą Cię zapraszam mnie ;) [lifewithfuckinglove]
    a co twojego bloga, to strasznie łatwo i przyjemnie się czyta. I fajnie , że trochę pozmieniałas mu w życiu, i również na plus ze oczami Lou napisałaś xx czekam na kolejny xx

    OdpowiedzUsuń
  13. świetne. bardzo mnie zaciekawił twój blog. czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny, bardzo mi się podoba ♥
    Zapraszam do siebie na rozdział 3 ♥

    OdpowiedzUsuń
  15. zapraszam na 8 rozdział na www.whole-heart.blogspot.com :D

    OdpowiedzUsuń
  16. zapraszam na rozdział 9 ! ;)
    www.paradise-with-you.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. genialny ! :D
    Nareszcie jakaś orginalna historia :D
    Czekam na następny i zapraszam do siebie

    http://one-direction-inmylife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Pojawił się rozdział 4. Dość szybko. ; )
    Zapraszam , the-world-of-my-lifee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. faaaajnie, tyle że straszne błędy robisz ortoraficzne -.- i dla kogoś takiego jak ja - uczulonego na to to jest straaaasznie denerwujące..

    OdpowiedzUsuń
  20. zapraszam do siebie na dziesiąteczkę ;3
    www.paradise-with-you.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Rozdział świetny...ciekkawe co z tego wszystkiego wyniknie.... Lou wszystko wszystkim ale nie ładnie się mścić i to jeszcze przez kogoś kto jest niewinny...=/
    Czekam na nexta


    drunkonlove1d.blogspot.de

    OdpowiedzUsuń
  22. fajnie się zaczyna <3 chce kolejny.;*

    może wpadniesz do mnie i przeczytasz ? zapraszam do komentowania.:*
    http://mysterious-crescent.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  23. Jeśli mam być szczera bo przecież o to tu chodzi , to ten rozdział mi się nie podoba . jest zdeka nudny i pisany trochę dziwnie . nie mniej to dopiero początki więc to może dlatego . pozdrawiam i czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Hejj, świetny blog, odjazdowo piszesz ^^ Nie mogę się doczekać nowego rozdziału!!
    Dodałam się do obserwowanych ;* Zrewanżujesz się? ^^

    OdpowiedzUsuń
  25. booski !
    czekam na next.
    i zapraszam do siebie ;)
    http://xmorethanthis1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  26. u mnie 6 rozdział ;) zapraszam
    lifewithfuckinglove

    OdpowiedzUsuń
  27. zapraszam na 9 na www.whole-heart.blogspot.com :D

    OdpowiedzUsuń
  28. zapraszam do siebie na rozdział 11 ;3
    www.paradise-with-you.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń